Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Rozdział 47 – Romeo i Julia

Stanęłam przed drzwiami na salę Jamesa. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Drzwi otworzyły się, wyszli przez nie Remus i Peter. Wilkołak uśmiechnął się do mnie zachęcająco.

Czeka na ciebie — powiedział, jakby w odpowiedzi, na niezadane, przeze mnie pytanie.

Lily, czekaj!

Usłyszałam za sobą głos Syriusza.

Odwróciłam się w jego stronę tak szybko, że Remus musiał mnie ratować przed upadkiem.

Przepraszam — wymamrotałam zarumieniona.

Remus jedynie uśmiechnął się z rozbawieniem.

Westchnęłam i zwróciłam się do Syriusza, który nawiasem mówiąc wyglądał, jak z wypadku samochodowego. Włosy miał rozczochrane, prawie tak bardzo jak James, a w oczach niepokój zmieszany ze szczęściem. Krótko mówiąc, wyglądał dokładnie tak jak ja.

Syriusz, co ci się stało?

Przybiegłem, kiedy tylko dowiedziałem się, że James się ocknął. Po drodze kilka razy się przewróciłem i wpadłem na kilka osób.

Podrapał się z zakłopotaniem po szyi, a ja zachichotałam nerwowo.

My będziemy już szli. — Remus wskazał na siebie i Petera.

Patrzyłam przez chwilę jak nasi przyjaciele się oddalają. Stresowałam się bardziej niż mogę to wyrazić słowami. Serce tłukło się w mojej piersi, jak oszalałe. Nie wiedziałam co zrobić z dłońmi, więc w ostateczności schowałam je do kieszeni moich spodni.

Syriuszu, ja… ja nie będę potrafiła go okłamać — powiedziałam cicho, wbijając spojrzenie w ziemię.

Wiem, Evans, ja też… Chyba musimy powiedzieć mu prawdę.

On nas znienawidzi. Nie mówiąc już o Dorcas. Masz pojęcie jak wściekła była, kiedy dowiedziała się z kim spędziłam weekend? Ona nie będzie chciała mnie znać.

Porozmawiam z Dorcas. Między mną o nią, wszystko jest skończone, ona nie ma prawa nic ci zarzucić.

Dzięki, Syriuszu — powiedziałam grobowym tonem — ale w sprawie Jamesa nic nie da się poradzić. Sami jesteśmy sobie winni.

Masz rację, musimy ponieść konsekwencję naszych czynów.

Syriusz uchylił drzwi do sali, na której leży James i powoli wszedł do środka. Szłam zaraz za nim. Mimo że to chyba niemożliwe, miałam wrażenie, że moje serce jeszcze bardziej przyśpieszyło. Wzięłam głęboki, uspokajający oddech, tak jak uczyła mnie mama, jednak nic to nie dało, wciąż byłam zdenerwowana.

Pierwszym co rzuciło mi się w oczy, był jego szeroki uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, gdy tylko nas dostrzegł. Potem spoglądam w jego brązowe, wypełnione bezgraniczną miłością oczy, i przepadam. Siedzi na łóżku, ale kiedy zaczynam biec w jego stronę, wstaje nieco chwiejnie i rozkłada szeroko ramiona.

Padam w nie, stęskniona jego ciepła, dotyku, zapachu, spojrzenia. Zatapiam dłoń w jego włosach i myślę, że jeśli świat ma się skończyć, to ta chwila byłaby ku temu idealna.

Patrząc w jego oczy, tak pełne czułości, nie wiem jak mam mu powiedzieć, to co powiedzieć muszę. Nim mija minuta, ja zanoszę się rozpaczliwym szlochem.

Lily? Lily skarbie, dlaczego płaczesz? — pyta zaskoczony i z lekka przerażony chłopak, głaszcząc mnie uspokajająco po plecach.

To jedynie pogarsza sytuację. Dźwięk, który wydobywa się mojego gardła jest tak głośny, że zaskakuje mnie samą.

Lily, kochanie. Spokojnie, jestem przy Tobie.

Nie rozumiem co do mnie mówi. Całkowicie tracę nad sobą kontrolę. Nie docierają do mnie jego prośby ani nic innego. Obejmuję ramionami jego szyję i czepiam się go, niczym ostatniej deski ratunku.

Liluś, co się stało?

Podnoszę na niego swoje załzawione spojrzenie.

Czy naprawdę chcesz wiedzieć, co się stało, Jamesie Potterze?

Dłonią przecieram oczy, choć jest to syzyfowa praca, bo nie mija kilka sekund, a zastępują je nowe łzy. Nie ma sensu dłużej tego przeciągać. Nie powinnam żyć iluzją. James mnie znienawidzi, a ukrywanie tego przed nim, czy przedłużanie nadejścia nieuniknionego, nie jest dobrym pomysłem.

Spoglądam więc w jego brązowe oczy i całuję, pragnąc po raz ostatni, posmakować tych ust. Jestem pewna, że to ostatni raz, gdy James oddaje mój pocałunek z takim zapałem i miłością.

Nasze języki splatają się w tańcu tak namiętnym, że prawie można czuć go w powietrzu. Moje ręce wplatają się w jego włosy. Staram się zapamiętać tą chwilę całą sobą. Zapamiętać jego smak, zapach, dreszcz, o które przyprawia mnie jego dotyk. Muszę to zapamiętać, bo oto, Romeo zaraz znienawidzi swoją Julię.

Odrywamy się od siebie, a mnie brakuje tchu. Chowam głowę w zagłębieniu jego szyi. James wciąż pachnie… Sama nie wiem czym. Nigdy nie potrafię tego określić. To nie jest wanilia, ale mogę wyczuć w nim, jej delikatną nutę.

Znienawidzisz mnie, po tym co zaraz ci powiem — szepczę w jego szyję, a on delikatnie drży.

Dlaczego miałbym cię znienawidzić, głuptasie?

Śmieje się cicho, całując mnie we włosy. Zaciskam mocno oczy, chcąc wyryć w pamięci to uczucie, które włada mną, ilekroć ten oto mężczyzna zbliża się do mnie.

Biorę głęboki wdech i wyznaję mu wszystko, nim znów się rozmyślę. Jego ramiona nagle sztywnieją. Odsuwa się ode mnie i patrzy to na Syriusza to znów na mnie.

Żartujesz, prawda?

James… — podchodzę do niego i próbuję złapać go za rękę, jednak on ją wyrywa.

Byłem bliski śmierci, leżałem w tym cholernym szpitalu, bez świadomości… Cholera! Byłaś pierwszą moją myślą, po przebudzeniu, a ty mi mówisz, że całowałaś się z moim przyjacielem?!

James, proszę…

A ty?! — zwraca się do Syriusza. — Myślałem, że nasza przyjaźń więcej dla ciebie znaczy.

Przepraszam, stary.

Gdzieś mam twoje przeprosiny! — warczy wściekły chłopak.

Siada na łóżku i ukrywa twarz w dłoniach. Oddycha niespokojnie i z trudem. Moja twarz natomiast zalana jest łzami. Syriusz stoi z boku załamany.

Wynoście się! — syczy w końcu James, nie podnosząc na nas wzroku.

Nie ruszam się z miejsca, podobnie jak Syriusz.

Ogłuchliście?! Wynoście się stąd! Nie chcę was widzieć!

Wybiegam z sali załamana. Kiedy biegnę do wyjścia ze szpitala, ludzie dziwnie mi się przyglądają. To bez znaczenie. Wybiegam na zimny deszcz, który cudownie chłodzi moje, rozpalone z jakiegoś powodu, ciało.

Biegnę przed siebie, nie zwracając uwagi na ludzi, których potrącam. W końcu docieram do małej kawiarni. Kiedy byłam mała, często odwiedzałam to miejsce z rodzicami. Mam wrażenie, jakby to było w innym, lepszym życiu. Wzdycham ciężko i podaję zamówienie kelnerce, która patrzy na mnie zaniepokojona.

Czy coś się stało? — pyta nagle dziewczyna, siedząca niedaleko. — Nazywam się Marlena, Marlena McKinnon. — Uśmiecha się przyjaźnie.

Jest najwyżej rok lub dwa starsza ode mnie. Jestem pewna, że skądś znam jej twarz.

Chodziłaś do Hogwartu, prawda?

Znamy się? — pyta marszcząc delikatnie brwi.

Myślę, że znam cię z widzenia.

Skończyłam Hogwart dwa lata temu… A Ty, jak się nazywasz?

Lily, Lily Evans… — mruczę.

Oczy mojej towarzyszki, błyskają zrozumieniem.

Ta Evans, za którą zawsze uganiał się James Potter, słynny Huncwot? — pyta z łobuzerskim uśmiechem.

Patrzę przez chwilę na nią, po czym znów wybucham płaczem.

 

Rozdział 46 – Przyjaźń ponad wszystko

Spojrzałam na nią oniemiała. Gdzieś w głębi mnie, moje serce skakało z radości, mój rozum jednak krzyczał. Od nadmiaru emocji dostałam lekkich zawrotów głowy i zaczęłam się chwiać. Anabell dostrzegła to i delikatnie acz stanowczo, prowadzi mnie w stronę łóżka. Siadam na nam nim i przez chwilę nic nie mówię.

Lily? — odzywa się Alicja, wstając ze swojego miejsca i kucając przede mną. — Nie cieszysz się? Coś się stało? W ogóle to gdzie ty byłaś przez cały weekend?

Z Syriuszem — mówię cicho, unikając spojrzenia Dorcas.

Chwilę później, głośny trzask drzwi uświadamia mnie, że moja przyjaciółka jest wściekła. Wzdycham ciężko i ukrywam twarz w dłoniach. Oczywiście to cudownie, że James się obudził, ale gdyby to stało się dwa dni temu, nie doszłoby do tej całej farsy z Syriuszem. W końcu patrzę w twarz zmartwionej Alicji.

Więc jak to się stało? Kiedy się ocknął i w jaki sposób? — pytam pustym głosem, który martwi nawet mnie.

W noc z piątku na sobotę. Podobno to ty byłaś pierwszą osobą, o którą zapytał. Dlatego dyrektor cię szukał. W końcu, kiedy nie mogliśmy znaleźć ani ciebie, ani Syriusza pojechali Remus i Peter. Poza tobą i Łapą to oni są najbliżej z Jamesem.

Tego już nie wytrzymuję. Wstaję z łóżka i biegnę w stronę łazienki. Drzwi zatrzaskuję za sobą, z głośnym trzaskiem. Przekręcam zamek w drzwiach, siadam pod umywalką, opierając się o zimne kafelki i zaczynam płakać.


Stałam przed lustrem, załzawionymi oczyma przyglądając się odbiciu zwierciadła. Przyłożyłam dłoń to tafli szkła, pragnąc poczuć osobę, którą się stałam. A jednak pod palcami czułam jedynie chłód… I nic po za tym. Kiedy to wszystko zabrnęło tak daleko? Kiedy wszystko zaczęło się zmieniać? Kiedy stałam się zupełnie inną osobą?! Gdzie podziała się ta beztroska, zawsze radosna dziewczyna?

Lily?

Zaniepokojony głos Anabell, boleśnie dobija się do mojej świadomości.

Zamknęłam się w łazience dobre półgodziny temu, ma prawo być zaniepokojona.

Rzucam zrezygnowane spojrzenie w stronę drzwi. Wiem, że jeśli chcę, by zostały tam gdzie są teraz, muszę szybko opuścić to pomieszczenie.

Ocieram łzy kilkoma ruchami dłoni, po czym odkręcam kran z zimną wodą. Delikatnie przemywam twarz i wycieram ją ręcznikiem.

To nie tak, że nie cieszę się, z powodu przebudzenia Jamesa. Tu chodzi o coś więcej… Strach przed tym, że znienawidzi mnie… I znienawidzi Syriusza… Przeze mnie. Jak mogłam być tak głupia?!

Wiedziałam, że muszę powiedzieć Jamesowi o tym pocałunku, nie umiałabym inaczej i Łapa pewnie też nie.

W duchu zastanawiam się, jak ja teraz spojrzę mu w oczy?! Przecież James zawsze ryzykował wszystkim, żeby tylko mnie chronić, przeze mnie został porwany i doprowadzony do takiego stanu. Ładnie mu się odpłaciłam, całując jego najlepszego przyjaciela, niemal brata.

Biorę głęboki wdech i na raz, dwa, trzy opuszczam toaletę. Alicja odskakuje od drzwi w ostatniej chwili. Ignorując to, podeszłam do swojego łóżka i opadłam na nie przygnębiona.

Lily, co się stało? — pyta Anabell siadając koło mnie.

Chwilę później dołącza do nas Alicja.

To nic, dziewczyny — odpowiedziałam cicho, unikając ich spojrzenia.

Anabell, jakby to wyczuła, bo chwyciła delikatnie mój podbródek i zwróciła moją głowę, w swoją stronę. Nie wiedząc co powinnam zrobić, spuściłam wzrok.

Liluś, spójrz na mnie — powiedziała uspokajającym tonem.

Nie wiem czemu, ale nagle nagle do głowy wpadła mi myśl, że Anabell powinna zostać lekarką. Dobro i empatia aż od niej emanowały, wydawała się stworzona by pomagać ludziom, była tak czuła na krzywdy innych.

W końcu spojrzałam jej w oczy, krzywiąc się delikatnie, gdyż wiedziałam, że z moich oczu odczyta całe moje samopoczucie, któremu daleko było do ideału.

Dobrze, skoro to mamy już za sobą, uparciuchu — zaczęła, walcząc z drżeniem kącików ust — to teraz panna Evans, ładnie powie nam co się stało.

Mówię poważnie dziewczyny, nic mi jest — spróbowałam je przekonać, jednak one były nie ugięte.

Dosyć, Lily — powiedziała delikatnie lecz stanowczo, Alicja. — Zbyt długo uciekałaś od tej rozmowy. Widzimy przecież co się z tobą ostatnio dzieje. Oddaliłaś się od nas, Lily.

Chciałam coś powiedzieć, przeprosić, jednak Alicja uniosła rękę, dając mi znak, że jeszcze nie skończyła.

Nie przepraszaj. Ostatni czas dla nas wszystkich był trudny. My tylko chcemy, żebyś wiedziała, że my zawsze będziemy tu dla ciebie.

Westchnęłam ciężko, po czym wysłałam dziewczyną słaby uśmiech.

Dzięki… Tylko co z Dorcas… Ja i ona… Mam wrażenie, że ostatnio tak bardzo się oddaliłyśmy.

Jej też nie jest łatwo, Lily — westchnęła Anabell. — Ta cała sytuacja z Syriuszem kompletnie ją rozbiła. Ona wciąż kocha go całym sercem… Syriusz niby zachował się uczciwie nie chcąc ciągnąc związku bez miłości, ale z drugiej strony i tak bardzo ją zranił.

Ma mi za złe, że byłam z Syriuszem, prawda? — zapytałam, znając odpowiedź.

Musisz dać jej trochę czasu. Porozmawiacie kiedy Dor ochłonie.

Teraz powinnaś iść do dyrektora. Chyba chcesz zobaczyć Jamesa, prawda? — Uśmiechnęła się głupkowato. Walnęłam ją w ramie, jednocześnie czując jak moje serce przyśpiesza na dźwięk tego imienia.

Spadaj, Carter! — warknęłam. — Ty się lepiej swoim Frankiem zajmij.

Alicja westchnęła tęsknie. Frank był rok starszy i odkąd skończył szkołę, widywali się jedynie w wybrane weekendy, poświęcone na wycieczki do Hogsmeade. Mimo rozłąki Alicja mówiła, że tak wielka miłość jak ich, przetrwa roczną rozłąkę. I wyglądała na to, że miała rację bo teraz gdy zbliżał się koniec roku szkolnego, wszystko wskazywało na to, że młodzi zakochani będą razem.

Hej, Al, przecież ona nic nie wie — zawołała nagle Anabell.

Masz rację, kompletnie wyleciało mi to z głowy. — Alicja uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

Popatrzyłam na nie zdziwiona. O czym one do diabła mówiły? Jakaś część mnie miała ochotę je zignorować i biec do Jamesa, jednak nie chcąc urazić przyjaciółek, uciszyłam swoją „gorszą stronę”.

O czym mówicie?

Wczoraj widziałam się z Frankiem — zaczęła Alicja z rozmarzonym uśmiechem — zapytał mnie, czy po ukończeniu Hogwartu zamieszkam z nim. Frank jest w trakcie kursu na Aurora i Ministerstwo zapewniło mu mieszkanie.

To cudownie — krzyknęłam szczerze, choć mój wzrok kierował się w stronę drzwi.

Alicja widząc to zaśmiała się.

Idź już, Ruda, bo zaraz zaczniesz podskakiwać.

Posłałam jej oburzone spojrzenie, jednak byłam zniecierpliwiona, by wdawać się w dalszą dyskusję. Nim się obejrzałam, biegłam pośród dziwnych spojrzeń, w stronę gabinetu dyrektora.